A jednak resztki mnie gdzieś się w mojej duszy uchowały. Jest mi przykro, ale to wszystko dzisiaj tak dziwnie wyszło, że nie wiem co myśleć, ale raczej na nic się nie nastawiam. Po prostu przekonałam się, że to jednak nie to. Czyli znowu ludzie na około mnie mieli rację, kiedy ja chciałam postawić na swoim i udowodnić, że będzie inaczej. Cóż najwyraźniej wszechobecna entropia ma co do mnie inne plany.
Czy mogę już wiedzieć jakie?
Zaciskam zęby jak zawszę i udaję, że mnie to nie interesuje i że jestem na tyle silna, że spłynie to po mnie jak po kaczce. Albo raczej dalej będę udawać, że mnie nic nie ruszyło i potłuczoną nadzieję będę leczyć smutnymi piosenkami i zimną herbatą.
Co poradzić?
To śmieszne, bo myślałam, że jestem z tych uczuć wyprana do cna, a one wyskoczyły na wierzch tak nagle i tak samo szybko je w sobie zduszę i zapomnę, że kiedykolwiek miały odwagę ujrzeć światło dzienne.
W tym wszystkim chyba najbardziej boli mnie to, że
M. się od tego odsunęła i ani razu ni mogłam jej nic tak na prawdę powiedzieć. A nawet jeżeli gdzieś wypływał w rozmowie jego temat to tylko jako żart. Nic na serio. Nie wiem jaka jest tego przyczyna, ale cóż. Jakoś sobie poradzę z tym sama. Zawszę sobie radziłam i tym razem nie będzie inaczej.
Mam tylko nadzieję, że nie będę musiała na niego w najbliższych dniach wpadać, bo to mi raczej nie pomoże.
Trzymajcie za mnie kciuki
3rd.paź.11
komentarzy 0 people said something